22 lipca 2010

Duch i Maszyna

Jarred wstał od pustego stołu, przeszedł parę kroków i upadł. Nie żył, lecz jego wzrok wciąż był utkwiony w zakapturzonym osobniku – swym oprawcy. Początkowo nikt nie zauważył incydentu, gdyż Jarred Dorblyn nie należał do szanujących się obywateli miasta, i jego ekscentryczne zachowanie było niemal na porządku dziennym. Nikt by nie przejął się starym pijakiem gdyby nie tajemnicza postać, która wciąż stała z wyciągniętą dłonią, skierowaną wprost w martwego Dorblyna.

- Stygmatyk!!! – ciszę przerwał czyjś wrzask. Uwaga wszystkich klientów gospody zwróciła się w stronę obcego adwersarza, który pospiesznie próbował zaciągnąć długi rękaw, zasłaniając wciąż pulsujące nienaturalnym światłem urządzenie wprawione w dłoń. Sprawy nie ułatwiał paraliż, który usztywnił rękę w charakterystycznym geście. Nie było już czasu na subtelności, trzeba uciekać.

Kapturnik wybiegł przed budynek i gwałtownie skręcił w boczną uliczkę biegnącą poza mury miasta. Nadal jednak było słychać wrzawę jaką wywołał swą wizytą. Wiedział, że jeżeli się nie pospieszy a paraliż nie ustąpi zaalarmowana straż odetnie mu drogę ucieczki.

- Jarred, ty sukinsynu, czemu żeś nas sprzedał? - Syczał do siebie pędząc uliczkami. - Wiedziałem, że takiej kanalii jak ty nie można ufać. - Dodał mijając stragan ze świeżymi rybami. W oddali zaczęła majaczyć boczna brama miejska. - Nareszcie… - Zanim zdążył to pomyśleć brama zaczęła się zamykać. Pod nią kłębił się jakiś tłum. Po chwili usłyszał świst pierwszej kuli, która ledwo minęła jego głowę. Na drodze ucieczki stał oddział strzelców z samopałami. Na jego szczęście nie byli zbyt celni ale i tak nie miał dokąd uciec. Reszta dróg pewnie już została obstawiona. Niechybnie była to skrzętnie zaplanowana pułapka.

- Jarred, czego mi jeszcze nie powiedziałeś? - Pytanie pozostało bez odpowiedzi. Wyciągnął przed siebie zdrętwiałą jeszcze rękę. Kryształ wprawiony w dłoń zaczął pulsować czerwonym światłem. Wcale nie zwalniając kapturnik wbiegł z okrzykiem w tłum straży. Nagromadzona energia eksplodowała falą nienaturalnego ognia rozrywając dłoń nieszczęśnika i kilku strażników na strzępy. Wreszcie był wolny…

Kolega poprosił mnie bym napisał blurb, który mógłby znaleźć się na tylnej okładce Tekronicum. Zamiast tego powstała taka oto improwizowana opowiastka. Szaba, blurb masz poniżej. :)

Wyobraź sobie maszynę idealną, największe osiągnięcie dumnego gatunku. Maszynę, którą każdego dnia podziwiasz wyglądając przez okno. Maszynę, która jest światem, w którym żyjesz. Maszynę, tak doskonałą, że przerosła nawet swych stwórców. Maszynę, która się popsuła a instrukcja obsługi zaginęła.

Wyobraź sobie, że znalazłeś fragment instrukcji, enigmatyczny, niezrozumiały, wręcz zakazany. By go odczytać musisz wyruszyć w podróż, rozpocząć badania, które przyniosą ci wieczną chwałę lub potępienie. Od ciebie zależy w jaki sposób zostaniesz zapamiętany. Od ciebie zależy przyszłość i przeszłość tego świata. Czy oprzesz się takiej pokusie?

Po prostu sobie to wyobraź.

4 komentarze:

  1. Widze, Tekronicum wiecznie zywe ;) Krok za kroczkiem, ale caly czas do przodu. Przydaloby sie chyba wydluzyc nieco te kroczki, bo jak tak dalej pojdzie to sprawe beda konczyc nasze wnuki ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Powiastka dość fajna, choć do formatowania miałbym zastrzeżenia (w cywilizowanych krajach wypowiedzi postaci lądują w osobnych akapitach :P) i językowo też nie jest perfekt (choć wiem, że mi zdarza się gorzej).

    Blurb... taaak, to jest jakieś zakotwiczenia, punkt odniesienia, pryzmat przez który można patrzeć na system, który inaczej wydaje się bezkształtną masą - choć jako przykład tekstu copywrighterskiego jest średni. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie żyje a bije -
    Oto jest zagadka!
    Jak tu pokonać
    takiego gagatka?

    OdpowiedzUsuń
  4. Znów wracam do pisania. Mam urlop i będę chciał trochę nadrobić zaległości. Niestety nie oznacza to skupienia się na konkretnym projekcie. Raczej będę dopracowywał kilka na raz.

    OdpowiedzUsuń