Tego weekendu dokonało się niemożliwe. Ostatni w rodzinie prywatny komputer z Windowsem dostał Linuxa. Tym razem padło na moją mamę. Co istotne, sama mnie o to poprosiła. Mogła ulec mojej sugestii, bo praktycznie przy każdym spotkaniu mówię o Linuxie, ale ważne, że sama podjęła tą ważną decyzję.
Najpierw poznajcie moją mamę. To fanka ostrego brzmienia, tworzenia dzieł sztuki, kuchni azjatyckiej i nowoczesnych technologii. To ostatnie jest znamienne, bo po prostu nie umie się obejść bez komputera. (Nad)używa smartfona, ale to nie to samo co pełnoprawny pulpit z klawiaturą i myszką. Ceni sobie wygodę i moc solidnego PC. Nie ma może topowych wymagań, ale i tak poza przeglądaniem internetu, słuchaniem podcastów, robieniem zakupów online i uczeniem się nowych rzeczy, dużo gra. Nie jakieś pasjanse i "cukiereczki", choć to też, ale gry ze Steama. Jest raczej typem gracza kompetytywnego, choć nie umie przegrywać. MOBA to nie jej bajka, ale jest blisko. Powiedzmy, że to samo uniwersum.
Przy jej wymaganiach Windows powinien wystarczyć, co nie? A no nie. Od kilku lat zauważyła, że komputer niedomaga, wyświetla różne pop-upy i cały czas coś przestawia. Szczególnie zmiana tapety ją irytowała, bo nawet ustawiona na sztywno potrafiła się zmienić. Najgorsze były jednak wszechobecne, agresywne reklamy. Czuła się jak towar. Komputer wiedział wszystko zanim o tym pomyślała. Taka jest cena korzystania ze sprzętu jednej z megakorporacji. A nie, czekaj... to nie ich sprzęt, tylko mój. Od nich jest tylko system, który można zmienić. No to zmieniłem.
Wybrałem bezpiecznie, czyli Linux Mint. Sam używam i na razie nie widzę szans na zmianę. Mama jednak bała się, że tego nie pojmie. No i pojęła. Od dwóch dni sama działa na swoim kompie bez ingerencji firm i osób trzecich. Musi się jeszcze do niektórych rzeczy przyzwyczaić, ale jestem dobrej myśli. Co ciekawe wczoraj trafiła na irytujący problem z jej klawiaturą Razer Blackwidow Elite. Mianowicie przez uszkodzony potencjometr w pokrętle głośności ta samoistnie skacze. Na Windowsie musiałem jej wyłączyć tę regulację w dedykowanym oprogramowaniu klawiatury. Na Linuxie wystarczyło wyłączyć skróty za to odpowiadające w systemie, bez instalowania czegokolwiek lub szukania w Internecie. Wspomnę tylko, że klawiatura jest zajechana do granic wytrzymałości. Myszkę Razer Deathadder już drugą morduje, tak przypadła jej do gustu. Aż się boję co by było jakbym zainstalował jej CSa. Ja to zatrzymałem się na etapie Minecrafta.
W każdym razie to początek drogi z Linuxem dla niej, ale wątpię by z niej zawróciła. Samo to, że z ekranu nie wylewa się tona spamu zatruwającego człowiekowi życie jest odprężające. Linux jest nudny i powtarzalny, bo nie trzeba z nim walczyć. Nie trzeba uruchamiać konsoli, żeby odzyskać władzę nad własnymi plikami. Nie trzeba czekać, aż komputer będzie zdatny do użytku po porcji aktualizacji. Nie trzeba oglądać reklam w płatnym systemie operacyjnym. Nie trzeba na nic się zgadzać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz