Lubię sobie powtarzać, że już drugi rok siedzę twardo na Linux Mint i nic tego nie zmieni. Jednak prawda jest inna. Przez wiele lat byłem użytkownikiem wielu dystrybucji, ale zawsze wracałem do Windowsa z konieczności. Zawsze było coś, czego mi brakowało. W tamtych czasach też więcej grałem na komputerze oraz nadużywałem Worda (tworzenie kart postaci i składanie tekstów). Alternatywy po prostu nie było.
Teraz jednak to w Windowsie brakuje mi rozwiązań z Linuxa. Dlatego używam np. UniGetUI i PowerToys, które imitują część rzeczy znanych z Linuxa pod Windowsem. Są to jednak protezy, które nie zawsze działają. Nawet dzisiaj, gdy włączyłem komputer z Windowsem PowerToys nagle poprzełączało dostępne aplikacje. Nie było żadnej aktualizacji. Po prostu z dnia na dzień funkcje same się pozmieniały.
Na Linxie tego nie ma... przynajmniej na Mint. Coś mnie podkusiło, żeby wypróbować kolejny raz Fedorę 44, tym razem z pulpitem KDE Plasma. Pomyślałem, że to będzie fajne doświadczenie. Może nawet uda mi się łatwiej dostosować pulpit do własnych preferencji. Wytrzymałem godzinę. Potem wróciłem do Minta. Od razu poczułem ulgę.
Co poszło nie tak? Przede wszystkim wygląd KDE można zbyt łatwo zepsuć. Myślałem, że odwzorowanie tego co mi pasuje będzie łatwiejsze na tym środowisku, ale okazało się drogą przez mękę. Oczywiście to moja wina, bo nie byłem zbyt cierpliwy, ale czy aby na pewno? Czy Mint jest aż tak archaiczny i godny potępienia? Okazuje się, że jak we wszystkim trzeba znaleźć złoty środek. Mi pasuje pulpit Cinnamon i póki co nie zanosi się na zmiany.
Inna rzecz, że Discovery jest jakieś takie toporne. Nie znalazłem tam nic czego potrzebowałem. Opisy aktualizacji są tylko zbiorcze i nie widać od razu co tak naprawdę aktualizujesz. Poza tym ich instalacja trwa wieki i wymaga restartu, bo "tak jest bezpieczniej, uwierz mi bro". W efekcie dostajemy podobne do Windowsa czekanie na aktualizację przed startem systemu, bez jakichkolwiek informacji, co się dzieje i czemu pasek postępu stoi.
Ogólnie to zawiodłem się na tej dystrybucji i jej przejrzystości. Na pewno nie poleciłbym jej nikomu, kto nie widział wcześniej Linuxa. A myślałem, że będę miał dwie dystrybucje warte polecenia. Mnie to nie przekonało. BTW. na co dzień pracuję na serwerach Ubuntu, kiedyś CentOS. Zwiedziłem systemy z każdej gałęzi. Obecnie się przekonuję, że gałąź Debiana jest dla mnie wystarczająca i przy niej zostanę. Nie muszę znać i umieć wszystkiego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz