Nie pamiętam żadnej ciekawej pułapki lub zagadki. Z pewnością było ich wiele, ale po latach wszystko się zatarło w pamięci. Wiem, że niezłą przeprawę mieliśmy w zamku Drachenfelsa, który sam był wielką pułapką, ale o tym wie każdy miłośnik Warhammera. Przypominam sobie jednak ciekawą istotę, która za pułapkę mogła uchodzić. Myślę o Małżoszczęku, który zagrzebany w piasku czekał na swoją ofiarę. Nie był śmiertelnie groźny, ale to chyba właśnie niebezpieczne, nieprzewidywalne i zmutowane istoty tworzyły największy klimat WFRP. Dzięki mutacjom nawet w pierwszej edycji można było zróżnicować dość standardowy bestiariusz tak, by gracze zawsze byli zaskoczeni i przerażeni.
14 września 2013
13 września 2013
WFRP Dzień 13: Ulubiony typ labiryntu lub lokacji
Nie mam ulubionego labiryntu, lokacji, czy czegokolwiek takiego. Nigdy też się nad tym nie zastanawiałem. Jedyne co mogę powiedzieć w tej kwestii to to, że bardzo lubiłem przykładowe plany lokacji z podręcznika. Była to jedna z rzeczy wyróżniających WFRP na tle innych gier. Nawet jeżeli ktoś miałby problemy z wymyślaniem na poczekaniu lokacji mógł zawsze sięgnąć do podręcznika i opisać z drobnymi zmianami to, co tam widział.
12 września 2013
WFRP Dzień 12: Ulubiona przygoda, którą prowadziłem
Kiedy już odnalazłem sie w roli Mistrza Gry zacząłem kombinować, co by tu poprowadzić. Wszystkie oficjalne przygody były już nam dobrze znane. Wtedy to nauczyłem się improwizacji i tworzenia przygody ze skrawków, które podrzucali mi gracze, nie koniecznie o tym wiedząc. Na sesje przynosiłem notatki i pomoce, ale tak na prawdę przygody wymyślałem w trakcie. Jednak moją ulubioną przygoda do WFRP był scenariusz, który napisałem na podstawie trzeciej części Mad Maxa tuż po jej ponownym obejrzeniu. Przygoda była wielowątkowa z różnymi wyzwaniami i arenami działań. Niestety moja drużyna nie doceniła tego i szybko wszystko wymknęło się spod kontroli. Wtedy zrozumiałem, że gotowe scenariusze, nawet opracowane przeze mnie, nie pasują do mnie i do moich graczy. Niestety wtedy zakończyła się też moja przygoda z WFRP.
11 września 2013
WFRP Dzień 11: Najbardziej dziwna, szalona sytuacja jaka przytrfafiła się podczas sesji
Z perspektywy czasu wydaje mi się, że wszystkie moje sesje były szalone i dziwne. Nie rozumieliśmy reguł, nie znaliśmy świata a i tak dobrze się bawiliśmy. Jednak jakbym miał wybierać to dla mnie najdziwniejszą a raczej najbardziej niepokojącą sesją była ta, w której mój elfi wieszczek zginał od patyków rzucanych przez kompanów. MG nie reagował a reszta dobrze się bawili patykując moją postać. Wtedy zwątpiłem, że ktokolwiek wie w co gramy i sam zacząłem prowadzić. Była to więc sesja przełomowa w pewnym sensie. Od tamtej pory zacząłem też unikać elfich postaci.