21 grudnia 2009

Opowieści Ankharyjskie vol. 4

Kochana Tess.

Wydarzyło się tak wiele, że nawet nie wiem od czego zacząć. Summi okazał się bardzo dobrym przewodnikiem. Mimo, że część ekipy skarży się na znikające co rusz przedmioty, nie raz udowodnił swoja wartość. Dzisiaj doprowadził nas do dziwnego obozowiska rozbitego wokół oazy. Z początku zdawało się nam, że to obozowisko koczowników. Jednak po dłuższej obserwacji z ukrycia zauważyłem dziwne, niespotykane odzienie ludzi z obozowiska. Część z nich dzierżyła wysmukłe włócznie. Inni byli łysi i ślepi. Wyglądało to jak swego rodzaju pielgrzymka, która zatrzymała się przy oazie na odpoczynek. Summi powiedział nam, że ci dziwni ludzie cyklicznie wędrują przez te tereny, lecz nie zna celi ich wędrówek. Nie posiadali wierzchowców, więc nie przybywali z daleka. Kiedy pielgrzymi ruszyli w dalszą drogę, ja, Summi i porucznik Higgins podążyliśmy ich tropem, karząc reszcie poczekać na nas w nowo rozbitym obozowisku. Kiedy mieliśmy już zawrócić naszym oczom ukazała się niezwykła budowla, wznosząca się majestatycznie nad wydmami. Wyglądała jak graniasty kopiec z pionową przerwą biegnącą wzdłuż czterech ścian dzieląc budowle na równe części. Ludzie z włóczniami kręcili się po obozie rozbitym u podnóża wielkiej budowli. Łysi ślepcy skierowali swe kroki ku szczelinom w budowli. Obserwowaliśmy ich aż po sam zmierzch czując, że coś wisi w powietrzu. Nie myliliśmy się. Tuż po zachodzie słońca wszyscy nieznajomi skryli się wewnątrz budowli, która po chwili wybuchła kolumną światła prosto w niebo, Cztery mniejsze świetliste snopy wychodzące horyzontalnie z bocznych szczelin zdawały się wędrować w pustkę zapadającej nocy. Jednak nie dalej jak po trzech uderzeniach naszych serc na horyzoncie rozbłysły podobne snopy światła. Naliczyliśmy ich 14, ale coś mi mówiło, że może być ich znacznie więcej. Po powrocie do obozu nad oazą nie mogę się doczekać jutrzejszej wyprawy śladami tych snopów światła. Nasza ekspedycja nagle przybrała niespodziewany obrót. Liczyliśmy na jakieś ruiny i skrywających się w nich koczowników, ale to przerosło nasze najśmielsze oczekiwania.

Pozdrawiam, Harold.

Ankharyjskie Świątynie Słońca, to jeden z najbardziej zagadkowych przejawów egzotycznej kultury Głębokiej Ankharii. Do tej pory słabo zbadane, jako że Ankharyjskie wojsko stawia zadziwiający opór nawet najlepszym strzelcom Cesarstwa. Wiadomo, że odkryte przez Blackbarrow’a świątynie tworzą swoistą sieć w której centrum znajduje się najprawdopodobniej Miasto Słońca - legendarna stolica ich królestwa. Świątynie, oprócz funkcji miejscowego ośrodka kultu, pełnią funkcje obronne chroniąc tym samym Ankharyjczyków przed najazdami. Prawdopodobnie snopy światła, zaobserwowane przez Blackbarrow’a, są jakąś formą komunikacji miedzy świątyniami. Niewielka załoga świątyni-fortecy pozwala na obsługę zwierciadeł i Słonecznego Serca umieszczonego w centrum piramidy. Uważa się, że ślepota i wyłysienie to typowy efekt ciągłej styczności ze Szkłem Słonecznym tworzącym Serce.

20 grudnia 2009

Opowieści Ankharyjskie vol. 3

Najsłodsza Tess.

Nadal wyczekuję kuriera z listem od ciebie. Mija już drugi miesiąc od naszej nagłej rozłąki a ty nic nie piszesz. Wiem, możesz się jeszcze gniewać za to w jaki sposób się rozstaliśmy. Możliwe też, że poczta cesarska na tych dzikich ziemiach nie kursuje tak regularnie jak się tego spodziewałem. Mam Ci jednak do zakomunikowania dość radosną wieść. Spotkałem młodego chłopca w enklawie. Ma na imię Summi. Ponoć to w jego języku Promienisty. Jak patrzę na tego małego urwisa przypomina mi się Franklin. Gdybyś mogła tylko go zobaczyć. Zupełnie nie pasuje do zgrai na pół zdziczałych tubylców, co noc próbujących się zbliżyć do enklawy. Jest nad wyraz bystry jak na swój wiek. Gdyby miał odpowiednie warunki, mógłby wyrosnąć na całkiem normalnego młodzieńca. Wygląda na to, że nie jesteśmy pierwszymi ludźmi z kontynentu, których spotyka na swojej drodze. Najzabawniejsza jest jednak historia naszego poznania. Wyobraź sobie, że którejś nocy w jednym z namiotów, rozbitych na obrzeżach enklawy, słyszymy dziwny szelest. Myśląc, że to najpewniej tubylcy, obudziliśmy połowę naszych ludzi. Kiedy cicho podkradliśmy się do namiotu by zaskoczyć napastników naszym oczom ukazał się młody, wychudły chłopiec ściskający połowę wyposażenia namiotu pod pachami i bułkę w zębach. Kazałem ludziom opuścić broń by go nie wystraszyć. Mimo mojego łamanego ankharyjskiego udało mi się go uspokoić. Dowiedziałem się też, że jest sierotą szukającym żywności. Worki wypchane sprzętem podróżnym, które starał się ukryć za plecami, mówiły jednak coś innego. Za kilka racji żywnościowych i bukłak wody zgodził się oddać nasz sprzęt. Kiedy najadł się i napił do syta złożyłem mu propozycję, by został naszym przewodnikiem. Szczerze powiedziawszy nie radziliśmy sobie zbyt dobrze pośród wydm. Zgodził się, zapewnie węsząc więcej łupów za łatwą robotę. Nie znał jednak celu naszej podróży. Ja też go jeszcze nie znałem. Puki co. Pozdrów wszystkich ode mnie.

Oddany Harold.

Enklawa Hadrum, to jedyne miejsce na południowym brzegu Morza Słońca, do którego mają wstęp nieczyści, czyli my. Enklawa to nic innego jak portowa osada złożona z kilkudziesięciu setek domów z piaskowca. Prawdopodobnie założona przez wygnanych za różne przewinienia Ankharyjczyków. Regularnie najeżdżana przez tubylcze bandy wierne staremu porządkowi.Osada była pełna przybyszów szukających łatwego zarobku lub nowych wrażeń. Dopiero odkrycia Lorda Blackbarrow skłoniły Cesarza Aleksandra do założenia stałego garnizonu sił cesarskich na tym kontynencie.

Summan Khemri, zdrobniale Summi. Był prawdopodobnie jedyną osobą znającą prawdziwe losy Lorda Harolda Blackbarrow. To dzięki niemu dzienniki Lorda przetrwały da potomnych. Był wtedy jedną z wielu sierot błąkających się między pustynią a enklawą. Nic nie wiadomo o jego bliskich. Prawdopodobnie jego rodzice byli uciekinierami, z któregoś z ankharyjskich miast. Nazwisko Summana nasuwa hipotezę o jego pochodzeniu z tak zwanej Czarnej Ziemi (ankh. Khemre), miejscu utożsamianym z Doliną Cieni.

19 grudnia 2009

Opowieści Ankharyjskie vol. 2

Najdroższa Tess.

Czuję się w obowiązku znów Cię przeprosić za niedopełnienie obietnicy. Od ostatniego listu minął prawie miesiąc. Swoją drogą dziwi mnie fakt, że jeszcze nie otrzymałem od Ciebie najdroższa odpowiedzi? Mniejsza jednak o to. Jak czytasz nic mi nie jest i mogę kontynuować moją podróż w głąb lądu. Nie pisałem wcześniej by cię nie martwić. Podróż do Hadrum nie przebiegła zgodnie z planem. Tubylcy znów dali upust swojej niechęci do przybyszów i podpalili jedyny port w enklawie. Przez wiele dni nie było bezpiecznie cumować do brzegów. Przedłużający się pobyt na wodzie zaowocował jedną z tych egzotycznych przypadłości. Nie byłem w stanie utrzymać pióra, z ledwością pisząc dzienniki podróży. Nie wiedząc jak choroba przebiegnie wolałem nie martwić Cię moim stanem zdrowia. Teraz jest już wszystko w porządku. Jutro wyruszam z resztą ekspedycji wprost w paszczę lwa. Żartowałem najdroższa, na tych piaskach nie ma żadnych lwów. Możemy spodziewać się co najwyżej jakiś grupek dysydentów. Jesteśmy na to dobrze przygotowani. Wyrusza z nami kilku doborowych strzelców przydzielonych nam przez Lorda Protektora Oxhump. Już nie mogę doczekać się pierwszego kontaktu z tą jakże obcą kulturą. Być może znajdę coś co pozwoli odczytać tablice z Ołtarza Przodków. A jak tam ma się Franklin? Nadal chce zostać wielkim naukowcem? Zazdroszczę mu tego dziecięcego optymizmu. Pozdrawiam wszystkich.

Twój na zawsze Harold.

Ołtarz Przodków, o którym mowa w powyższym liście znajduje się w Świętym Mieście, w górach Merkatorii. Obecnie wiadomo, między innymi dzięki Lordowi Blackbarrow, o drugim Ołtarzu znajdującym się na głębokim południu, pośród Morza Piasków. Dokładna lokalizacja nie jest znana, gdyż nie udało się sporządzić mapy tamtych terenów. Sądzi się, że podobnie jak nasz Ołtarz, jest ośrodkiem kultu. Strzeżonym ponoć tak pilnie, że to jedynie pogłoski. Dopiero listy Lorda Blackbarrow rzucają trochę światła na tę tajemnicę. Ze względu na ciągłą aktywność sił dysydentów na wybrzeżu sądzi się, że Ołtarz ankharyjski, w przeciwieństwie do naszego, jest nadal czynny. Dalsze wyprawy powinny potwierdzić lub zaprzeczyć tej tezie.

Według legendy, profeta Michał odnalazł Ołtarz Przodków podczas swoich podróży po zachodnich rubieżach Cesarstwa. Ongiś tereny dzikie, dziś stały się sercem mocarstwa Gladi. Ponoć Michał, przekraczając bramy zrujnowanego Domu Przodków miał rzec: „Tu jest dom mych ojców i kres mej podróży”. I tak się też stało, profeta niedługo po odkryciu zmarł. Jednak jego szczątków nigdy nie odnaleziono. Na cześć tego wielkiego człowieka, miastu, powstałemu u podnóża Ołtarza, nadano nazwę Mykelia [od glad. Michaelia]. To z niego pochodziła pierwsza sekta czcząca profetę Michała i wynosząca go do rangi Awatara. Dzisiaj Michaelici, jak się nazwali, są symbolem bezgranicznej wiary w słowa Awatarów. To oni zorganizowali przewodniczyli pierwszej wyprawie mieczowej. Z tego też powodu sekta nie przetrwała do dzisiaj.

18 grudnia 2009

Opowieści Ankharyjskie vol. 1

Droga Tess.

Wybacz, że wyjechałem w pośpiechu tak bez pożegnania. Nie było czasu a następny statek na Słoneczny Ląd mógł opóźnić się o kolejne miesiące. Wiesz jak zdradliwe są wody Morza Słońca, szczególnie o tej porze roku. Do tego tubylcy mieszkający na wybrzeżu nie darzą przybyszów z kontynentu zbytnim szacunkiem. Wiem, że się pewnie o mnie martwiłaś, szczególnie po tym, co się stało z ostatnią wyprawą. Nie mam teraz czasu streszczać wszystkiego. Wiedz, że niedługo się odezwę gdy tylko dobijemy do portu w Hadrum. Pozdrów ode mnie swoich bliskich a w szczególności małego Franklina. Tych kilka miesięcy minie zanim się obejrzysz. Jak chcesz to przywiozę Ci jeden z tych niezwykłych kryształów. Będzie w sam raz na pierścień zaręczynowy.

Z wyrazami miłości, twój Harold.

Lord Harold Blackbarrow – założyciel znamienitej Loży Odkrywców. Fundator Uniwersytetu Oxhumpskiego. Zasłynął ze swojej ciekawości i niezaspokojonego głodu wiedzy. Prezentowany powyżej fragment to jeden z jego listów pisanych do Theresy Oakdale. Listy przekazane nam przez spadkobierców rodziny Blackbarrow, zostały odnalezione w Dolinie Cieni (ankh. Khemri). Nigdy nie zostały wysłane.

Uwaga: wszystkie nazwy własne pochodzą z języka nowoankharyjskiego. Niestety nadal nie udało się odcyfrować zapisów z epoki Starego Królestwa. Staroankharyjski wydaje się być mieszanką mowy tubylców z głębokiego południa z nieznaną fonetyką jakiejś kultury preprofetycznej.